Kurz po niedzielnych zawodach zdążył już opaść. Pozostały tylko wspomnienia oraz wciąż znaczny ból w “czwórkach”. Trójmiasto okazało się być dla mnie łaskawe. 47km pokonałem w średnim tempie 5:49 – czas 4:30:15. Biorąc pod uwagę przewyższenia (1000m) i urozmaicenie trasy, jestem bardzo zadowolony. 22 miejsce na 177 na takich zawodach również cieszy – zaczynam zaczepiać się gdzieś tam z przodu. Sam bieg dał mi dużo radości, na mecie nie byłem zajechany – zupełne przeciwieństwo startu w GWiNT’cie :)

Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie trasa i krajobrazy Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Gdybym został tam wywieziony z zamkniętymi oczami, pomyślałbym, że jestem w górach, a nie kilka kilometrów od morza. Naprawdę było na co popatrzeć. Mieszkańcy Pomorza to niesamowicie farciarze. Morze i góry w jednym województwie – tyle wygrać!

Po takim biegu najgorsza jest przymusowa przerwa w treningach. Nie cierpię tego okresu. No, ale chwilę się polenię a potem wskakuje na pełne obroty. Do zobaczenia na trasie!