Od mniej więcej 2 miesięcy trenuję pod okiem profesjonalnego trenera. Po ponad 5 latach biegania zdecydowałam się skorzystać z rad i wiedzy specjalisty. Ktoś zapyta co skłoniło mnie do takiej decyzji. Już odpowiadam: marazm biegowy. Od dłuższego czasu stoję w miejscu, jeśli chodzi o moje wyniki. Nigdy nie ukrywałam, że są one dla mnie istotne. Bieganie samo w sobie sprawia mi frajdę, wiadomo. Ale nie biegam dla samego biegania, cały czas nakręca i motywuje mnie polepszanie swoich rezultatów na określonych dystansach. Lubię stawiać sobie wysoko poprzeczkę, znam swoje możliwości i wiem, że stać mnie na więcej. Niestety uświadomiłam sobie, że mój autorski plan treningowy nie doprowadzi mnie do zdobycia mistrzostwa świata :). Przyszedł czas, aby ktoś kto ogarnia temat przyjrzał się całej tej mojej zabawie i pomógł mi złapać wiatr w żagle. Mam już dość bawienia się w kotka i myszkę. Robię dwa kroki w przód, by za chwilę zrobić trzy do tyłu. Niech to szlag trafi! Moja ambicja ma już tego dość. I wiecie co najbardziej mnie w tym wszystkim wkurza? Nie daję sobie taryfy ulgowej, nie odpuszczam treningów, biegam systematycznie, robię treningi uzupełniające, staram się dbać o dietę. I nic! Od ponad 2 lat nie jestem w stanie poprawić czasów z 5 i 10 km. Z półmaratonu urwałam jakieś sekundy. Dość.

Niedziela 18 czerwca. Wychodzę na trening, w planie 15 km na tętnie do 150. Śmieję się i mówię do Damiana “idę sobie pochodzić”. W głębi duszy nie jest mi do śmiechu. Tętno do 150 uderzeń/min oznacza dla mnie bieg w średnim tempie około 6:20 min/km. Jeśli dołożymy do tego bieganie w lesie, jak dziś, to tempo spada do 6:28 min/km. Może pomyślicie, że przesadzam, ale ja nigdy nie biegałam w takim tempie. Człapie sobie zatem, nogi mi się plączą i myślę o tym, czy taki trening naprawdę wpłynie pozytywnie na moją szybkość? Wiem, że taki jest plan, że teraz pracuję nad poprawą mojej ogólnej wytrzymałości biegowej. Ale nogi same się rwą do czegoś szybszego. Z takich wolnych biegów wracam zmęczona. Nie jest to oczywiście zmęczenie fizyczne. Moja psychika cały czas protestuje i nie chce zaakceptować nowego.

 W zeszłym tygodniu miałam szybszy akcent tj. 5×200 m na 95-100%. Poleciałam po 3:30 min/km. Serio. Aż mi się nie chciało wierzyć, że z tych wolnych wybiegań byłam w stanie wskoczyć na takie tempo.

Zatem może faktycznie warto na jakiś czas nieco zwolnić?