Od GWiNT Ultra Cross, czyli drugiego ważnego dla mnie startu tej wiosny, minął tydzień. Przed zawodami wrzucałem Wam info, że zamierzam tam walczyć. Zawody się odbyły, a ja się nie odzywam he he :) Należy Wam się kilka słów wyjaśnienia. Jeśli mieliście okazję przeczytać post Asi na Facebooku, to pewnie wiecie, że zszedłem z trasy. Nagła zmiana aury mnie zabiła, nie byłem na to kompletnie przygotowany. Usmażyłem się jak jajko na patelni. Już od 1 kilometra była tragedia, po 10 byłem wykończony, po 23 zacząłem robić marszobiegi. Utrzymanie tempa 6:00 zaczęło kosztować mnie bardzo wiele. Nie było ani jednej chwili, w której pomyślałbym “ale fajnie mi się biegnie”. Całe 38 km mojej własnej Golgoty. Trzeci punkt żywieniowy właśnie na 38 km był dla mnie ostatnim. Decyzję o zejściu podjąłem jakieś 8 km wcześniej. Nie był to łatwy wybór, było tam sporo wątpliwości i emocji. Jednak dzisiaj, gdy oceniam tę sytuację na chłodno, wiem, że podjąłem mądrą decyzję. Czasem nie ma sensu walczyć z wiatrakami. Taktyczny odwrót to nie ucieczka :)

Z innej beczki, testuje ostatnio buty minimalistyczne. We wtorek zrobiłem w nich 11km. To był błąd :) Za dużo jak na 1 raz, nie róbcie tak :D Moje łydki z każdym krokiem skowyczą z bólu, a ja biegam jak robot he he :) Trzyma mnie już 5 dzień. Mimo, że zawody w tym roku nie idą mi tak, jakbym chciał, to na większość treningów wychodzę z przyjemnością. Biega mi się lekko i sprawia mi to bardzo dużo radości. Dzisiaj wpadło 20 km w terenie po 4:57. Przyjemna sprawa. Podsumowując forma rośnie, waga maleje, niech ten stan trwa jak najdłużej!

Wracając jeszcze do GWiNT – kilka kilometrów udało mi się przemaszerować razem z Asią. Gdy ja już zdecydowałem, że odpuszczam, ona cały czas biła się z własnymi myślami. Również już od samego startu nie miała lekko, również chciała zejść. Ostatecznie postanowiła pokonać samą siebie i spróbowała. Jak jej poszło, jak to się skończyło, dowiecie się z relacji, którą właśnie dla Was przygotowuje. Ja powiem tylko, że jestem z niej mega dumny. Pokazała, że jest prawdziwą wojowniczką. Tego dnia nie byłbym w stanie jej dogonić!