Mniej więcej od początku stycznia zacząłem biegać bardziej konkretne jednostki treningowe. Interwały, podbiegi, fartleki etc 🙂

Powiem Wam, łatwo nie jest. Okres całkowitego roztrenowania, a także kilka tygodni bardzo delikatnych treningów zrobiły swoje. Formy narazie nie widać. Dodatkowo świąteczne makowce również nie sprzyjają budowaniu wytrzymałości. Ale tak chyba powinno być. W końcu mamy środek zimy. Na śrubowanie życiówek jeszcze przyjdzie czas.

Dzisiaj w planie było 4km E + piramidka + 4km E + piramidka + 2km E. Wczoraj spadł śnieg, postanowiłem więc pobiegać po lesie. Przyodziałem Talony, czyli obuwie do trudnych warunków. Piramidki po ośnieżonych ścieżkach w pagórkowatym terenie to nie jest najprzyjemniejsza sprawa, ale taki wysiłek na pewno zaprocentuje. Po drugiej piramidce wbiłem się na klatkę schodową i poczłapałem do mieszkania. Zaglądam w rozpiskę. Ehhhh. Zapomniałem o 2km rozbiegania na koniec. Skoro Cezarowi oddaje się to, co należy do Cezara, dlaczego z planem miałoby być inaczej? Założyłem przemoczone buty i zrobiłem to, co każdy porządny człowiek zrobić powinien.

Rada na dziś:

Jeśli trenujecie z planem, nie zapomnijcie go przeczytać