Po raz drugi postanowiliśmy w połowie listopada udać się na krótki urlop w góry. W zeszłym roku byliśmy w Dusznikach Zdroju. Efektem tego wyjazdu był wpis pt. Pierwsza czytanka do górskiego bieganka. Zapraszamy do lektury!

Tym razem wybraliśmy Szklarską Porębę. Cel wyjazdu był jeden: odpoczynek. Jesteśmy w trakcie roztrenowania, buty do biegania zostały w domu. W zamian planowaliśmy pochodzić po górach. Tak po prostu, wyjść na szlak i iść przed siebie. Cieszyć oko górskimi krajobrazami, chłonąć to wszystko, co jest wokół, a czasem w trakcie biegu niestety umyka. Był czas na rozmowę z Damianem oraz na wspólne milczenie. Wiem, że zabrzmi to nieco trywialnie, ale góry to spokój i harmonia. Maszerujesz w górę, Twój krok musi być pewny i zdecydowany. Wpadasz w jakiś określony rytm, wspinasz się coraz wyżej. Twoje troski i problemy zostają na dole. Oczywiście nie znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jednak z tej perspektywy wiesz, że nie ma sytuacji bez wyjścia, problemów nie do rozwiązania. Ograniczenia istnieją, ale w Twojej głowie. Motywacja, siła i konsekwencja zaprowadzą Cię na szczyt.

Nieistotne było to czy kilometr pokonamy w 8 czy w 20 minut. Kiedy na naszej drodze pojawiło się coś ciekawego, zatrzymywaliśmy się i robiliśmy zdjęcia. Korzystaliśmy z mapy i kompasu. No dobra, Damian korzystał :). Moja orientacja w terenie cały czas jest dość kiepska. W tle był włączony Garmin, ale nie kontrolowaliśmy jego wskazań. Chcieliśmy tylko na samym końcu mieć mapkę naszej wycieczki.

Ostatecznie byliśmy na dwóch wycieczkach. Na Kamieńczyku około 10km, oraz na Wodospadzie Szklarki i dalej na Śnieżnych Kotłach (25km). Niestety na Śnieżne Kotły nie udało nam się dotrzeć, wiatr pokrzyżował nam plany. Kilka osób pytało czy nie było nam zimno podczas naszych eskapad. Może faktycznie jest kilka zdjęć z których wynika, że jest grubo poniżej 0 stopni. W rzeczywistości temperatura oscylowała w okolicy 5-6 stopni w niskich partiach gór. Im wyżej to oczywiście robiło się chłodniej i bardziej wietrznie. Na szczęście przed wyjazdem obydwoje zaopatrzyliśmy się w kurtki wiatro i wodoodporne, które naprawdę dały radę. Pod nimi mieliśmy tylko cienką warstwę, w przypadku Damiana był to T shirt z krótkim rękawkiem. Bardzo ważne były też buty. Ja śmigałam w turystycznych butach marki Quechua (Decathlon). Model, który mam (Arpenaz 100) jest chyba jednym z najtańszych, ale jestem z nich naprawdę zadowolona. Na moje potrzeby są wystarczające.

Wyjazdy w góry w listopadzie mają jeden wielki plus, turystów można policzyć na palcach jednej ręki. Nie ma tłumów, kiczowatych stoisk i gwaru. Idealne warunki na wypoczynek!