Jak ja się cieszę! W końcu przyszła pora na wyczekiwane roztrenowanie. Od półmaratonu w Szamotułach, czyli od 16 października, treningi nie sprawiały mi w zasadzie żadnej radości. Biegałam nieregularnie, kilometraż nie powalał, 10-12 km to był najdłuższy dystans, jaki byłam w stanie wymęczyć. Nogi nawet chciały biec, głowa stanowczo mówiła “nie”. Na domiar złego od jakiegoś czasu mam większy apetyt. Pewnie w dużej mierze dlatego, że na zewnątrz zrobiło się chłodniej. Niestety w zestawieniu z mniejszą aktywnością fizyczną, odbija się to dość niekorzystanie na mojej wadze. No cóż, uroki okresu jesienno-zimowego.

W tym wszystkim cel był tylko jeden: utrzymać jako taką formę do biegu z okazji Dnia Niepodległości 11 listopada. Na życiówkę nie liczyłam, dla własnej satysfakcji chciałam przebiec 10 km poniżej 50 minut.

Wśród kilku propozycji biegów niepodległościowych wybraliśmy: 10 km w Obornikach, a na deser trailowe 5 km w Czerwonaku k/Poznania. Jak się miało potem okazać, wybór był trafny. Organizacja zarówno w Obornikach jak i Czerwonaku była na dość wysokim poziomie. Zawsze można się do czegoś doczepić, jednak naszym zdaniem rażących uchybień i zaniedbań nie było. Z czystym sumieniem polecamy Wam te biegi. W pakiecie w Obornikach znajdowała się koszulka okolicznościowa, co prawda bawełniana, ale prezentuje się naprawdę ciekawie. W Czerwonaku udział w biegu był darmowy, na mecie każdy otrzymał medal, posiłek, ciepłą herbatę. Kameralny bieg (79 osób startujących na 5 km, 66 na 10 km), swojska atmosfera. To lubimy!

Z osiągniętych wyników na mecie jestem zadowolona, dychę pobiegłam w 00:46:46, 5 km w 00:24:24. W Czerwonaku jeszcze miła niespodzianka, byłam 2 kobietą na mecie wśród kobiet, Damian 2 open. Takie zakończenie sezonu!

Przede mną dwutygodniowa, biegowa laba! Na 14 dni buty biegowe chowam głęboko do szafy. Taki jest plan. Dwa, może trzy tygodnie. Zobaczymy. Ostatnie miesiące były intensywne, muszę i chcę odpocząć od biegania. Zwłaszcza psychicznie. Fizycznie idzie zmusić się do wykonywania pewnych czynności bardzo długo. Ale jak głowa jest gdzieś poza, ucieka, broni się, nie ma opcji, aby wyszło z tego coś sensownego. Nie znaczy to jednak, że wszystkie aktywności sportowe idą w odstawkę. Dosłowne leżenie do góry brzuchem i nic nie robienie nie jest dla mnie. Siłownia i spinning, tam będę wyładowywać nadmiar nagromadzonej energii. Będzie czas na zastanowienie się co dalej. Jakie biegowe marzenie zrealizować w 2017 roku. Długodystansowe górskie biegi, ściąganie się na asfalcie… Chyba nie ma co za dużo myśleć, trzeba odpocząć i po prostu zacząć działać!

Trening, upór, systematyczność i pasja. To się musi udać!

Do zobaczenia wkrótce na biegowych ścieżkach!

Dziękujemy Wioli Studio Frappe za zdjęcia 🙂