Mieliśmy dzisiaj okazję uczestniczyć w biegu z okazji dni gminy Suchy Las. Asia biegła u siebie, dla mnie teren był nowy.

Zawody miały lokalny charakter – bieg ukończyło 80 osób. Dzięki temu udało nam się osiągnąć dość wysokie lokaty. Dobiegłem jako czwarty zawodnik w klasyfikacji generalnej – 19:17 na zegarze. Asia zajęła 22 miejsce ogólnie oraz była szóstą kobietą na mecie z czasem 22:47 . Na nasze szczęście organizatorzy przewidzieli nagrody dla pierwszych sześciu kobiet i mężczyzn. Bardzo cieszymy się z dzisiejszych wyników! Była to chyba najwyższa lokata w mojej karierze.

Co do samego biegu – był gaz! Już pierwszy kilometr pokazał, że będzie to dobry dzień na bieganie – 3:35. No ładnie! Byłem delikatnie przerażony takim tempem. Wiedziałem, że muszę trochę zwolnić – czas poniżej 18 minut to jeszcze nie moja liga. Drugi km 3:43. Cały czas było dobrze. Nogi kręciły się same, byłem naprawdę pozytywnie zaskoczony swoją dyspozycją. Następne 1000m 3:47. Przed biegiem zakładałem średnie tempo na poziomie 3:45. Czyli dalej lecimy według planu. Czwarty 3:52 było trochę pod górkę, poczułem to. Nogi dalej świeże jak warzywa na ryneczku Lidla. Oddechowo było już gorzej. Spalanie pod górkę zawsze wzrasta, silnik potrzebuje więcej tlenu. Ostatni km 3:45.

Otarłem się o rekord życiowy. Były szanse na wynik poniżej 19 minut. Niestety na końcu pomyliłem trasę. Pobiegłem kawałek dalej, za zawodnikiem biegnącym na dychę. Po chwili organizator przywrócił mnie siłą na właściwą ścieżkę. Ile przez to straciłem? 10-15 sekund. Tyle właśnie dzieliło mnie od życiówki. Liczyłem na rezultat 18:xx. Na końcowej pętli na stadionie straciłem motywację do mocnego finishu. Wiedziałem, że zegar pokazuje już 19 minutę. Życiówki narazie nie będzie 🙂 Średnie tempo z Garmina wyszło idealnie 3:45 – dystans 5.15km. Nie jest źle!