Muzyka jest istotnym elementem mojego życia. Czasem stanowi tylko tło dla innych czynności, czasem inne czynności są tłem dla niej. Czasem uspokaja, pomaga się skoncentrować, a kiedy tego potrzebuję, pomaga wykrzesać z siebie te 110% :) Bieganie i muzyka to doskonały duet. Skrojona na miarę playlista na “dychę” często skutkuje poprawieniem swojego życiowego rezultatu. Spokojny soundtrack z ulubionego filmu to z kolei dobry kompan długich, spokojnych biegów. Bywa też ucieczką do innego świata. Grudniowy wieczór (no bo w grudniu zawsze jest wieczór), słońce pożegnałem wychodząc z pracy. Na treningu bez niespodzianek – zimno, ciemno, śnieg/deszcz. Ta sama trasa po raz 4263. Znacie to? Nie przetrwałbym tego bez muzyki.

Ewolucja

Moja muzyczna podróż przez bieganie miała kilka etapów. Początek regularnych biegów zbiegł się w czasie (a może był spowodowany?) z kupnem pierwszego smarthphone’a. Runkeeper ogarniał treningi, a standardowy headset odtwarzał kawałki. Telefon trzymałem w skórzanej kaburze, którą przypinałem do spodenek. Lubił sobie podskakiwać. Słuchawki wypadały przy każdej okazji. Wtyczka rozłączała się jedynie przy co drugiej okazji. Jak przypomnę sobie te czasy to sam się dziwie jak mogłem tyle wytrzymać.

Kolejnym krokiem był odtwarzacz MP3 Philips GoGEAR Raga mocowany na ramię w specjalnym pokrowcu. Kupiłem go w Biedronce za ok. 60 zł. Jednak po jednym z pierwszych biegów w deszczu dołączone do niego słuchawki dokonały żywota.  Dokupiłem więc do niego wodoodporne słuchawki Sennheiser CX380. Sam odtwarzacz był względnie wodoodporny dzięki pokrowcowi. Słuchawki przestały wypadać zarówno z uszu jak i gniazda. Nadmiar kabla owijałem wokół odtwarzacza. Telefon został zastąpiony zegarkiem do biegania. Zestaw służył mi przez dobre dwa lata. Żadne warunki atmosferyczne nie były mu straszne. W końcu jednak jedna ze słuchawek przestała grać, a ja zacząłem szukać czegoś całkiem nowego. (Jeśli ktoś szuka samych słuchawek do biegania mogę szczerze polecić ten model Sennheiser – pod warunkiem że lubicie słuchawki douszne).

Bez kabli

Zarządzanie kablem od słuchawek podczas biegu było dużym problemem. Często zdarzało mi się wyrwać słuchawki z ucha przez przypadkowe jego szarpnięcie. Szczególnie kłopotliwe było to w tłumie ludzi podczas zawodów. W takiej sytuacji nie trudno o kogoś zahaczyć. Rownież odpowiednie ułożenie przewodu pod/na koszulkę stanowiło wyzwanie, zwłaszcza przy wielu warstwach ubioru.

Na MP3 Sony trafiłem w jednym z rankingów odtwarzaczy dla biegaczy. Od pierwszej chwili przykuł moją uwagę. Żadnych kabli. Całość ważąca 29 gram zamknięta w wodoodpornej obudowie. Mimo tak szczątkowej wagi udało się w nim zmieścić 4 GB pamięci oraz baterię pozwalającą na 8 godzin słuchania. Według producenta już 3 minuty ładowania pozwalają na godzinę  odtwarzania. Idealna funkcja dla zapominalskich, którzy dopiero po ubraniu butów orientują się, że nie naładowali MP3. Urządzenie nie posiada wyświetlacza, co na początku budziło pewne wątpliwości. Sterowanie jest jednak łatwe i intuicyjne. Swoje piosenki możemy organizować w folderach. Odtwarzacz daje możliwość przełączania pojedynczej piosenki lub całego folderu. Dla mnie taka nawigacja jest wystarczająca – słucham głównie całych albumów. Po pierwszym tracku jestem w stanie rozpoznać co to za płyta. Obsługuje formaty: AAC, MP3, WMA, WMA.

NWZ-W273 jest wyposażony w słuchawki dokanałowe. W komplecie znajdują 3 komplety “gumek” słuchawkowych. Szansa na znalezienie dobrze pasujących jest zatem duża. Części “słuchawkowe” połączone są elastycznym pałąkiem. Z tyłu znajduje się gumka regulująca obwód odtwarzacza. Jej działanie przypomina to pokrętło w kasku rowerowym :)

Wady i zalety

Odtwarzacz idealnie dopasowuje się do uszu i głowy. Słuchawki pewnie spoczywają na swoim miejscu, a całość jest stabilna – m. in. dzięki niewielkiej wadze. Przy dłuższych biegach łatwo zapomnieć, że mamy go na głowie (chyba że akurat padnie bateria). Brak kabli zapewnia naprawdę duży komfort. Jeśli do tego używacie zegarka z GPS, a nie telefonu, możecie cieszyć się swobodą poruszania porównywalną do biegania bez żadnych urządzeń.

Zauważyłem też kilka wad tego odtwarzacza. Po pierwsze, maksymalny poziom głośności mógłby być wyższy. Kwestia przyzwyczajenia, ale mój poprzedni zestaw oferował większą moc. Tutaj na początku trochę mi tego brakowało. Po drugie bieganie zimą. Nakrycie głowy jest rzeczą konieczną. Słuchawki NWZ zajmują sporą przestrzeń. Założenie na niego czapki powoduje dociskanie obudowy do małżowiny usznej, co stwarza dyskomfort. W praktyce nie da się w nim biegać w czapce. Miniona zima nie była zbyt sroga, często zamiast czapki naciągałem szczelnie kaptur od bluzy Tchibo. Z kapturem współpracował bez zarzutu. Pewnie większość z Was nie myśli teraz o bieganiu przy 20 stopniowym mrozie, warto jednak wziąć to pod uwagę, bo zima przyjdzie szybciej niż myślicie :) Ostatnią wadą może być cena – około 300 zł.

A zatem…

Jestem bardzo zadowolony z tego sprzętu. Mój wcześniejszy ekwipunek wielokrotnie odwracał moją uwagę od treningu, powodował frustrację, a czasem wręcz go uniemożliwiał. Sony nie zostawia miejsca takim niedogodnościom. Jest dokładnie tam, gdzie powinien i robi to, co trzeba. Nie manifestuje swojej obecności na siłę. Nie stosuje tanich trików (takich jak wypadanie słuchawek), aby zdobyć Twoją uwagę. Jeśli wymienione wyżej wady nie zniechęcą Was do zakupu, NWZ okaże się solidnym wsparciem Waszych treningów. Nie jest to odtwarzacz na każdą okazję. Jednak poza zimowymi miesiącami sprawdzi się niemal idealnie.