“Urodzeni biegacze”. Tytuł, który parę lat temu sporo namieszał w biegowym światku. Rzucił wyzwanie skostniałym standardom.

Autor książki, Christopher McDougall postawił hipotezę, że ludzie są stworzeni do biegania na długich dystansach, a jednocześnie używanie butów z zaawansowanymi systemami amortyzacyjno-absorbującymi bardziej szkodzi, niż pomaga. Jak często bywa w takich przypadkach, nastąpiła szybka polaryzacja poglądów. Powstały dwa obozy – za i przeciw. Może i Ty czytelniku znajdujesz się w jednym z nich?Większa część akcji odbywa się Meksyku. Chris McDougall, dziennikarz wojenny, w wieku 40 rozpoczął przygodę z bieganiem. Trapią go jednak kontuzje, z którymi lekarze nie potrafią sobie poradzić. Zaczyna więc na własną rękę szukać rozwiązania. Trop prowadzi go do Miedzianego Kanionu (hiszp. Barranca del Cobre), miejsca do którego nie zapuszczają się nawet handlarze narkotyków, a przeżycie każdego kolejnego dnia jest sporym wyzwaniem. Właśnie tam, w warunkach zbliżonych do tych panujących podczas Badwater Ultramarathon, na marginesie cywilizacji człowieka, żyją indianie Tarahumara. Bieganie jest integralną częścią ich życia, pokonują każdego dnia niewyobrażalne dla zwykłego śmiertelnika dystanse. Podania donoszą o przypadkach przebycia nawet 700 km za jednym razem! Tarahumura prowadzą proste życie. Ich bieganie również jest proste. Co za tym idzie, nie używają butów do biegania. Jedyną ochronę ich stóp stanowią własnoręcznie zrobione sandały (np. ze starych opon). Jak to możliwe, że potrafią dokonywać tak niesamowitych rzeczy, nie korzystając z dorobku technologicznego białego człowieka, nie odnosząc przy tym żadnych urazów?

Więcej znaczy lepiej?

Zawsze słyszeliśmy, że but do biegania potrzebuje dobrej amortyzacji. Że obuwie bez trzy-centymetrowej warstwy pianki to prosta droga do kontuzji. Pamiętam jak na mecie jednych z pierwszych zawodów biegowych, natknąłem się na mobilne stoisko jednego ze sklepów biegowych. Byłem wtedy całkowitą zielonką, pan oferował elektroniczny pomiar i analizę stopy. Oczywiście wtedy było to wielkie wow. Po wykonaniu zadania, płynnie przeszedł do części marketingowej i zaproponował mi model Asicsa za około 500 zł. Wspomniane obuwie miało rozwiązać wszystkie moje problemy (o których dotychczas nie wiedziałem) z supinacją, pronacją oraz zaparciami. Wysłuchałem tego wszystkiego, a jakiś czas później kupiłem moje pierwsze wymarzone buty do biegania – w Lidlu (zanim to nastąpiło, udało mi się przebiec 20km w halówkach).Tarahumura nie używają tych wszystkich gadżetów, a jednak radzą sobie lepiej niż przeciętny europejski biegacz. W książce znajdziemy nawet epizod, w którym indianie z Meksyku, małą część wyścigu odbyli w markowych butach (ich opiekun związany był umową sponsorską). Jednak na pierwszym punkcie kontrolnym pozbyli się ich z wielką ulgą. Przecież to niezdrowe dla kości i stawów. To nie rozsądne. To nie możliwe. A jednak. Życie pokazuje, że owszem – możliwe i jak twierdzi autor – zdrowsze niż nasza obuta rzeczywistość.

Naturalnie, czyli jak?

Cała książka wydaje się udowadniać pogląd, że człowiek jest stworzony do biegania długodystansowego. Autor wskazuje na liczne cechy anatomiczne świadczące o słuszności postawionej tezy. Zaczynając od stopy, która dzięki skomplikowanej budowie pozwala na efektywne używanie energii (rozcięgno podeszwowe i ścięgno Achillesa), poprzez masywny mięsień pośladkowy (nie używany przy chodzie), więzadło karkowe stabilizujące czaszkę, a kończąc na bardzo dobrej termoregulacji. Nie jesteśmy w stanie wprawdzie rozwijać ogromnych prędkości, ale wyżej wymienione cechy czynią z ludzi maszyny do połykania kilometrów. Jak twierdzi autor, ich wykształcenie się dało nam sporą przewagę nad pozostałymi gatunkami w ocieplającym się klimacie.Bieganie naturalne ma być powrotem do korzeni. Uproszczeniem rzeczy, które zawsze były proste, a człowiek przekonany o swoim nieprzeciętnym intelekcie zanadto skomplikował. Producenci jeszcze jakiś czas temu prześcigali się w tworzeniu systemów absorbujących siłę uderzenia pięty o podłoże. W wyniku tego otrzymywaliśmy coraz to grubsze modele kosmicznych poduszkowców. Nie istnieją jednak żadne badania, wskazujące na skuteczność takich systemów w zapobieganiu kontuzjom. Czy to jest więc właściwa droga? Ilu z nas pomyślało o tym, że w sumie to nie pięta powinna być pierwszym punktem kontaktu stopy z podłożem? A przecież każdy z nas potrafi biegać. Ten ruch jest zakodowany głęboko w naszych ciałach. Jak się o tym przekonać? Wystarczy zdjąć buty i przebiec kilkanaście metrów po bieżni lub trawie.

Nic nie jest prawdziwe, wszystko jest dozwolone

Książka przypadła mi do gustu, między innymi dlatego, że podważa słuszność ogólnie przyjętych standardów. Podważanie poglądów, czy idei stanowi dobrą drogę do rozwoju. Pozwala nam odsiać ziarna od plew i przekonać się co jest prawdziwe i wartościowe. Tarahumura pokazują, że człowiek jest zdolny do niesamowitych czynów, a jednocześnie dla nich samych jest to całkiem zwyczajne. Oni tylko cieszą się życiem i bieganiem. Tak po prostu, nie ma w tym żadnej ściemy. Podczas biegu wydają się być zespoleni z naturą, jakby byli tylko malutkim elementem układanki idealnie pasującym do reszty.“Urodzeni biegacze” to również opowieść o niezwykłym wyścigu na bezdrożach Miedzianego Kanionu. Wyścigu między Tarahumura, a śmietanką współczesnego ultramaratonu. Wziął w nim udział m.in. Scott Jurek – nazywany czasem współczesnym Tarahumara. Jego nazwisko na pewno jest Wam dobrze znane, a jego wyczyny przeszły do legendy. Pokazał, że połączanie starożytnej już ideologii ze współczesną wiedzą, przynosi doskonałe rezultaty. O przedstawionych w książce wydarzeniach z perspektywy S. Jurka można przeczytać w “Jedz i biegaj”, światowym bestsellerze, znajdującym się m.in. w rankingu http://www.jakkupowac.pl/22-najlepsze-ksiazki-o-bieganiu/.