Niecałe dwa tygodnie do połówki w Poznaniu. Dwa miesiące przygotowań z konkretnym planem.

Gdzie teraz jestem? Równo dwa treningi, których nie udało mi się wykonać w 100%. 0 treningów, kiedy nawet nie podniosłem pięści do walki.

Na niedzielę miałem zaplanowany, długi, wymagający bieg, w tempie zbliżonym do startowego. Rano towarzyszyłem Asi, podczas jej startu w biegu crossowym na terenach wokół stawu Olszak. W zamian za to, miałem mobilny bufet podczas swojej walki. No właśnie. Miałem zrobić 5 powtórzeń – 3 km po 4:15-4:20 na przerwie 1 km po 5:20. Wszystko to poprzedzone 3 km rozgrzewki. Razem 23 km. Dzień wcześniej wytłukłem dyszke ledwo po 5:30. Tego dnia tętno niebezpiecznie zbliżało się do mojej kadencji. To co będzie jutro?

Trzy kilometry przehasane w niepewności. Szybkie rozciąganko oraz redukcja zbędnej warstwy odzieży. Sprawdziłem czy mój niebieski uniform bez rękawów leży bez zarzutu i jazda. Pierwszy interwał taki testowy. Jak pierwsza przejażdżka nowym samochodem. Delikatnie i ostrożnie, przecież jeszcze dobrze się nie znamy. Każdy metr upewniał mnie jednak, że silnik pod maską ledwo mruczy i czeka na bardziej brutalne traktowanie. W międzyczasie zdobyłem złoty medal w biegu slalomem między wózkami z dziećmi, a tyralierami rozweselonych spacerowiczów na ścieżce rowerowej, ale to temat na inny wpis 😉 (prostując – tak biegam po ścieżce rowerowej. Jednak poruszam się przy samej krawędzi, czasem szybciej niż niektórzy z rowerzystów).

Pierwszy odcinek równo 4:15. Uzupełniłem płyny w chłodnicy, zdjąłem nogę z gazu na kilometr. O kurde chyba nie będzie tak źle, może nawet dobiegnę do końca. Sprzęgło, bieg, gaz, gaz gaz! Drugi raz motor już dobrze rozgrzany, pracował miarowo. Drobne maltańskie nierówności nie robiły na nim żadnego wrażenia. Bum! 4:14. So far so good! Widziałem już, że tego dnia nie zabraknie mi mocy już do końca. Następne 3 interwały – 4:14, 4:12, 4:15. Najwolniejszy odcinek 4:15 – tyle miało być najszybciej.

Co ciekawe mimo, że zrobiłem 23 km obyło się bez tankowania. Miałem przygotowane batoniki i żele, ale jakoś nie było potrzeby. 2 godziny przed biegiem zjadłem pyzy z gulaszem, brzmi jak dobry posiłek przedtreningowy prawda? 🙂 Łącznie 23 km w 1:45. Najlepsze 21km 97m w 1:35. Jestem BARDZO zadowolony.

Gdzie teraz jestem? Zupełnie w innym miejscu niż dwa miesiące temu. Nawet jeśli 17 kwietnia nie okaże się szczęśliwy, solidny trening prędzej czy później przyniesie efekty. Ziarenko powoli zaczyna kiełkować…

Bonus – filmik z ostatniej trójki: